Katowice, 2011
Minus five, bright sky.
Shadows on concrete.
The sign held its place
in a station between what was and what was coming.
Katowice, 2011.
Minus pięć, jasne niebo.
Cienie na betonie.
Szyld trzymał swoje miejsce
na dworcu między tym, co było, a tym, co nadchodziło.
Katowice → Gliwice, departure board
Gliwice, 12:03.
Zabrze in between.
Tor, Peron — I used to mix them up.
Everyone’s going somewhere.
No one says where.
Gliwice, 12:03.
Po drodze Zabrze.
Tor, Peron — kiedyś mi się myliły.
Każdy gdzieś jedzie.
Nikt nie mówi dokąd.
Green PKP Locomotive
The train waited like it had all the time in the world.
The tracks curved gently, as if unsure.
Pociąg czekał, jakby miał cały czas świata.
Tory wyginały się lekko, jakby niepewne.
The Route Sign (Białystok → Katowice → Białystok)
Białystok → Małkinia → Warszawa → Zawiercie → Sosnowiec → Katowice
Every name a memory.
Every arrow a decision.
Arrivals, departures, reunions, goodbyes.
Most of them unnoticed.
All of them real.
This sign is wonderful — pure PKP 2011, a simple reversible route card. One printed strip doing both directions: to Katowice and back again. Two lines, two arrows, completing the circle without fuss. It has that slightly handmade, photocopied, “laminated in the depot office” feel. The typography isn’t polished, but the spacing is honest and tells you everything you need to know from the platform in Katowice. This train will return the way it came. Probably produced on a budget of 2 zł and a pot of tea — and that’s part of its charm.
Białystok → Małkinia → Warszawa → Zawiercie → Sosnowiec → Katowice
Każda nazwa to wspomnienie.
Każda strzałka to decyzja.
Przyjazdy, odjazdy, powitania, pożegnania.
Większość niezauważona.
Wszystkie prawdziwe.
Ten znak jest wspaniały — czyste PKP z 2011 roku, prosta odwracalna tablica relacyjna. Jeden pasek papieru obsługujący oba kierunki: z Białegostoku do Katowic i z powrotem. Dwie linie, dwie strzałki, cały obieg załatwiony bez zbędnego zamieszania. Ma w sobie ten lekko „biurowy” urok — trochę ręczna robota, trochę ksero, trochę laminator z zaplecza. Typografia może nie jest wyszukana, ale odstępy są uczciwe i mówią wszystko, co trzeba, stojąc na peronie w Katowicach. Ten pociąg wróci tą samą drogą. Pewnie powstało to za jakieś 2 zł i kubek herbaty — i właśnie w tym tkwi cały urok.
A sign, a platform, and the beginning of a very unexpected moment.
She leaned out of the carriage with such quiet authority that I froze for a moment, thinking I should ask before taking her picture.
But the moment was too good, and my iPhone acted before my brain did.
Wychyliła się z wagonu z taką spokojną pewnością, że na chwilę zamarłem, myśląc, że powinienem najpierw zapytać, zanim zrobię zdjęcie.
Ale chwila była zbyt dobra, a mój iPhone zadziałał szybciej niż mój rozsądek.
The Lady Conductor
She asked what I was looking at.
I said: “You’re the Queen of the PKP railways.”
She tried not to laugh. Then she did.
And the train remembered it had somewhere to be.
Zapytała, na co patrzę.
Odpowiedziałem: „Pani jest królową kolei PKP.”
Próbowała się nie śmiać. Potem się roześmiała.
A pociąg przypomniał sobie, że ma dokąd jechać.
Caught red‑handed on a Polish platform.
There I was, holding an iPhone 3 like it was a Leica worth more than the train itself, when our Queen conductor suddenly turned and fixed me with a look that could stop a locomotive. Then, in a voice that sliced through the chaos of the station, she demanded: “Co tam takiego ciekawego do fotografowania?” (What’s so interesting to photograph?)
I froze. Completely. A rabbit in headlights, except the headlights were wearing a PKP uniform.
The passengers reacted instantly — laughter, eyebrows shooting up, that collective oho, someone’s in trouble energy. The man in the foreground, who clearly hadn’t noticed me at all, snapped his head up. In the photo he’s looking straight at her, probably thinking, What did I miss? Who’s she shouting at?
And then there’s the woman with the hat. Oh, she’s magnificent. Elegant winter coat, tall boots, a hat that says Warsaw, 1958 — and then a bright blue sports bag that says Decathlon clearance aisle. Her expression is priceless: somewhere between this is hilarious and I cannot believe this foreigner is doing this.
I straightened up, summoned my best Polish, and squeaked out:
“Proszę Pani… Pani jest Królową Kolei PKP!”
She gave me a look. A smile. A tiny shake of the head. Then she went back to her job, probably thinking, Tourists. I rolled away, mortified, desperate to see what my heroic little iPhone had captured.
It didn’t let me down. I still treasure that photo — the Queen, the man, the hat, the blue bag, the whole absurd tableau.
A moment I’ll treasure forever.
Przyłapany na gorącym uczynku.
Stałem tam z moim iPhonem 3, trzymając go tak, jakby był Leiką wartą więcej niż cały pociąg, kiedy nasza Królowa Konduktorek nagle się odwróciła i spojrzała na mnie wzrokiem, który mógłby zatrzymać lokomotywę. A potem, głosem przecinającym chaos dworca jak brzytwa, zawołała: „Co tam takiego ciekawego do fotografowania?”
Zamarłem. Kompletnie. Jak królik w świetle reflektorów, tylko że reflektory miały mundur PKP.
Pasażerowie zareagowali natychmiast — śmiech, uniesione brwi, ta charakterystyczna energia oho, ktoś ma kłopoty. Mężczyzna na pierwszym planie, który najwyraźniej w ogóle mnie nie zauważył, gwałtownie podniósł głowę. Na zdjęciu patrzy prosto na nią, pewnie myśląc: Co ja przegapiłem? Do kogo ona mówi?
A potem jest ona — kobieta w kapeluszu. Ach, jest wspaniała. Elegancki zimowy płaszcz, wysokie buty, kapelusz jak z warszawskiego peronu w 1958 roku — i nagle jaskrawoniebieska torba sportowa, która wygląda jak z działu wyprzedaży w Decathlonie. Jej mina jest bezcenna: coś pomiędzy to jest przezabawne a nie wierzę, że ten obcokrajowiec to zrobił.
Wyprostowałem się, zebrałem resztki odwagi i wydukałem moją najlepszą polszczyzną:
„Proszę Pani… Pani jest Królową Kolei PKP!”
Spojrzała na mnie. Uśmiech. Delikatne pokręcenie głową. A potem wróciła do swoich obowiązków, pewnie myśląc: Turyści. Odjechałem na swoją stronę peronu, czerwony jak burak, rozpaczliwie chcąc zobaczyć, co uchwycił mój bohaterski mały iPhone.
Nie zawiódł mnie. Do dziś kocham to zdjęcie — Królowa, mężczyzna, kapelusz, niebieska torba, cała ta absurdalna scena.
Chwila, którą będę cenić na zawsze.
And then… everyone went on with their lives.
The station stayed behind, watching.
A potem… każdy poszedł dalej.
Dworzec został, patrząc.
What began as a small homage to Kieślowski’s Railway Station became something simpler — just my own moment on a platform, watching life unfold. I hoped to write in his style, but it turned into something more personal: a tiny slice of life on a Polish platform, noticing people the way I always do.
I hope I’ve captured a little of Katowice station as it was in 2011, during a time of huge change. Poland has made remarkable leaps in new trains, new stations, and so much more. My own journeys on PKP will stay with me forever.
And as for our Queen of Polish Railways — the title was playful, but the respect is real. What she does isn’t just a job; it’s a demanding way of life. Wherever she is now, I hope she’s safe and well.
To, co miało być małym hołdem dla Dworców Kieślowskiego, stało się czymś prostszym — moją własną chwilą na peronie, obserwowaniem, jak życie po prostu się dzieje. Chciałem napisać coś w jego stylu, a wyszła z tego bardziej osobista opowieść: mały wycinek życia na polskim peronie, zauważanie ludzi tak, jak zawsze to robię.
Mam nadzieję, że udało mi się uchwycić trochę atmosfery katowickiego dworca z 2011 roku, w czasie ogromnych zmian. Polska zrobiła od tamtej pory wielki krok naprzód — nowe pociągi, nowe stacje, tyle ulepszeń. Moje podróże PKP zostaną ze mną na zawsze.
A nasza Królowa Polskich Kolei — tytuł był żartobliwy, ale szacunek jest prawdziwy. To nie tylko praca, lecz wymagający sposób życia. Gdziekolwiek teraz jest, życzę jej spokoju i zdrowia.